Facebook Instagram YouTube

Multiverse Trio Live

Liner Notes (English):
As I am writing this, it is John Coltrane’s birthday. He would have become ninety-two if he had not left the planet after a short, futile battle with cancer in 1967. Coltrane was my gateway into jazz a quarter of a century ago. Discovering jazz through a figure of this stature is priceless, of course, but it also had one unfortunate side-effect: compared to Coltrane, a lot of jazz seemed flat, lacking in personality and - most of all - intensity.
It is this intensity (or the search for it) that has often determined my quest. It is also what probably pushed me to the realms of free jazz and improvisation early on. There is of course the socio-political dimension of much of the music, especially in the recordings of the sixties. However, even without that, the music thrives on a kind of tension that suggests things are continually bursting at the seams, whether you are listening to the famed titanic workouts, or to less voluminous examples that took a route of simmering, but no less fierce interaction.
Intensity is what Almeida, Gibson and Furtado provide in generous doses, and not just by putting their feet on the pedal and creating a combustible cocktail, but by combining strengths and providing the contexts their colleagues need. Of these three, I was least familiar with drummer Vasco Furtado. He is one of many creative musicians coming out of Lisbon and obviously a musician who effortlessly follows and co-steers the cadence of the music, bonding with bass player Gonçalo Almeida in a way that is both connected and loose. He comes across as a loyal team player, never getting in the way of the collective focus, but not lacking in spirit either.
The right spirit is what Almeida has had for years now. With experience in a wide range of bands such as Lama, Albatre, Tetterapadequ, Spinifex, The Selva and The Attic, he has become one of the most prominent and hardest-working Portuguese voices; a musician who can lay down deafening grooves, create lyrical, intricate patchworks, or switch to uncommon textures in the blink of an eye. It is what you need when you play with someone like Yedo Gibson, one of the unsung masters of the soprano saxophone. His exceptional technique and control have already been documented on two previous releases in this series, yet it sounds no less baffling now.
Intensity is often linked to extreme volumes or lengths. This album definitely has its moments of sheer bliss, those near-delirious bursts when everything threatens to explode, but it offers more than that. Opener “Chant” lays down a single-minded, Eastern-inspired trance that builds up and maintains an almost unbearable tension. “Quick Angles” and “Slow Tachyon” have a more disjointed flow, but they excel in huge dynamics and jittery interaction, while “Verdade ou Consequência” suddenly starts swinging swiftly amidst red-hot currents of frenzied sax spurts and insistent bass motifs.
The kind of intensity I have always craved is not really about musical head-butting, but about a fire or a force from within that enables a poetic transfer from thought to expression. A burning devotion that keeps things electrified, even during moments of near-silence. More than twenty-five years of searching for it has shown me many variations, and believe me: this committed, big-hearted trio has that intensity in heaps.
Liner notes (polish):
Piszę te słowa w dzień urodzin Johna Coltrane’a. Dziś miałby 92 lata, gdyby nie opuścił nas po krótkiej i nieudanej walce z nowotworem w 1967 roku. Coltrane był moja bramą do świata jazzu ćwierć wieku temu. Odkrywanie jazzu z postacią tej rangi było oczywiście bezcenne, ale miało też jeden niepożądany efekt uboczny: w porównaniu z Coltrane’m, znaczna część jazzu wydawała się płaska, pozbawiona osobowości, a przede wszystkim - intensywności.
To właśnie intensywność (lub jej poszukiwanie) często była wyznacznikiem mojej podróży. Prawdopodobnie pokierowała mnie ona również do sfery free jazzu i improwizacji już na wczesnym etapie. Dla większości tej muzyki, istnieje oczywiście wymiar socjopolityczny, w szczególności dotyczy on nagrań z lat 60-tych. Jednakże, pomijając jego istnienie, muzyka rozwija się w oparciu o pewnego rodzaju napięcie, które powoduje, że wszystko pęka w szwach, czy to słuchając słynnych tytanicznych sesji czy też mniej obszernych przykładów stłumionych w formie, lecz o równie ostrej interakcji.
Intensywność to coś, co Almeida, Gibson and Furtado dostarczają w dużych dawkach, nie tylko poprzez postawienie nogi na pedale i tworzenie wybuchowego koktajlu, lecz poprzez połączenie sił i podanie kontekstów, których oczekują koledzy. Z tej trójki, najmniej znałem perkusistę Vasco Furtado. Jest on jednym z wielu twórczych muzyków pochodzących z Lizbony oraz, co oczywiste, muzykiem, który z łatwością podąża i współprowadzi rytm muzyki, łącząc się z basistą Gonçalo Almeidą zwięźle, a jednocześnie swobodnie. Sprawia wrażenie lojalnego członka zespołu, który nigdy nie wchodzi w drogę skupionego kolektywu, ale któremu nie brakuje natchnienia.
Właściwe natchnienie to coś, co Almeida posiada od lat. Wraz z doświadczeniem w licznych zespołach takich, jak Lama, Albatre, Tetterapadequ, Spinifex, The Selva oraz The Attic, stał się jednym z najważniejszych i najbardziej pracowitych głosów z Portugalii; muzykiem, który potrafi zagrać ogłuszający groove, stworzyć zawiłe liryczne połączenia lub w mgnieniu oka przejść do nietypowych tekstur. Jest to niezbędne do gry z muzykiem takim, jak Yedo Gibson, niedocenianym mistrzem saksofonu sopranowego. Jego wybitna technika i kontrola zostały już udokumentowane na dwóch poprzednich wydawnictwach z tej serii, a i tym razem brzmi on nie mniej zaskakująco.
Intensywność często wiąże się z ekstremalną głośnością lub długością. Ten album zdecydowanie oferuje chwile czystej błogości, niemal deliryczne wybuchy, kiedy wszystko grozi eksplozją. Ale oferuje też coś więcej. Otwierający utwór "Chant" tworzy jednolity, inspirowany wschodem trans, który buduje i utrzymuje nas w napięciu niemal nie do zniesienia. "Quick Angles" i "Slow Tachyon" płyną swobodniej, ale wyróżniają się ogromną dynamiką i nerwową interakcją, podczas gdy "Verdade ou Consequência" nagle zaczyna gwałtownie kołysać się wśród rozgrzanych do czerwoności strumieni oszalałych saksofonów i natarczywych basowych motywów.
Ten rodzaj intensywności, którego zawsze pragnąłem, nie polega wyłącznie na muzycznym taranowaniu, ale na wewnętrznym ogniu lub sile, która umożliwia poetycki przepływ, począwszy od myśli aż do ekspresji. Ogniste poświęcenie, które elektryzuje, nawet w chwilach bliskich całkowitej ciszy. Ponad dwadzieścia pięć lat poszukiwań pokazało mi wiele wariacji i uwierzcie mi: to oddane, wielkoduszne trio ma jej ogromne zasoby.
Guy Peters, 23 września 2018, Geraardsbergen credits released November 9, 2018
Gonçalo Almeida - doublebass Yedo Gibson - sax soprano Vasco Furtado - drums
All tracks by Almeida, Gibson, Furtado
Recorded at SMUP, Parede, Portugal. Mixed by Gonçalo Almeida. Master by Bernardo Fesch at Gizmeister Studios, Lisbon.
Cover design by Witold Oleszak. Executive producers: Tomasz Konwent & Andrzej Nowak. license all rights reserved